niedziela, 1 grudnia 2013

Recenzja: Tech N9ne - Therapy (EP) (2013)

Tech N9ne znany jest od dawna z ciekawego podejścia do rapu i swojego niepowtarzalnego stylu. Swoim najnowszym wydawnictwem nadal pokazuje, że jak mało kto potrafi połączyć swoje flow z żywymi instrumentami tworząc oryginalną i wybuchową mieszankę. Zacierałem ręce na ten album, ponieważ Techa wsparł Wes Borland na gitarze i Sammy Siegler na perkusji. EPka Therapy bo o niej własnie mowa ukazała się całkiem niedawno i jeśli jesteście ciekawi co powstało z tego połączenia to zapraszam do dalszej części.

Wes Borland jest moim gitarowym bogiem. Byłem maksymalnie podjarany gdy dowiedziałem się, że zagitarzy na tej EPce. Sammy Siegler też nie jest byle kim bo obijał gary w wielu ciekawych projektach, a nawet w Limp Bizkit. Od pierwszej zapowiedzi wiedziałem, że szykuje się petarda. Odliczając cztery skity na płycie jest w sumie siedem traków. Każdy reprezentuje trochę inne brzmienie, ale wszystkie są dość spójne i dobrze się układają. Otwieracz Public School jest potężny. Nastraja nas na dawkę mocnego uderzenia przez resztę albumu. Riff na pierwszy rzut ucha nie brzmi jak Wesowy, ale jest naprawdę solidny i smakuje wyśmienicie. Pojawiają się nawet arabskie wstawki. Bas zna swoje miejsce, jest dobrze słyszalny, nie wybija się specjalnie, ale ma swoje dobre momenty gdzie np. w Hiccup stosuje kapitalne przebieżki, przez co cały utwór jest dynamiczny i nie zwalnia tempa. Dawkę porządnego gitarowego brzmienia serwuje nam również I.L.L. I to by było w sumie na tyle. Po angażu Borlanda spodziewałem się, że cały krążek będzie w nu metalowo-rapkorowoym klimacie. Troszkę się na tym zawiodłem. Pozostałe utwory również mają moc, ale ciężka gitara nie wiedzie tam prymu. Head Now jest tego przykładem, gdyż jest typowym potężnym bujaczem a'la bum klap. Shame On Me jest lżejszym kawałkiem, zawiera pianino, a Wes dodaje od siebie bardzo przyjemne czyste partie, które od czasu do czasu fajnie nam smaczkują. Panie i panowie... BĘBNY! Ta płyta brzmi naprawdę mocarnie i sprawia, że chce się pobansować głową dzięki robocie Sammiego. Każdy utwór zawiera świetne bity, które skutecznie ratują niektóre braki uderzeń gitary. Perkusja nie ma tutaj lekko. Jest jednym z największych plusów tej płyty. Warstwa liryczna stoi na przyzwoitym poziomie. Pierwszy utwór opowiada o szkole i problemach w niej, więc lirycznie ten utwór spodobał mi się najbardziej, jako że sam orłem nigdy nie byłem, a szkoła nie raz mnie wkurwiała. I.L.L za to zaskoczył mnie troszkę. Tech N9ne rapuje po prostu o tym, że lubi panie :) Nie będę dochodził do wniosków czy liryka jest jakaś super ambitna, czy niesie ze sobą przesłanie, bo nie jest to tutaj ważne. Każdy wers, który wypluwa z siebie płynie i to w tak dobrym stopniu, że fenomenalnie zgrywa się z mocną gitarą, basem i bębnami. O skitach nie ma sensu się rozwodzić, bo są po prostu krótkimi gadkami szmatkami, a sens ich rozumie pewnie tylko ekipa. Płyta jest żywa, balansuje klimatami. Miejscami bywa mroczna, a miejscami pompująca. Próby łagodnego śpiewu Techa nie pasują mi jakoś specjalnie, ale mimo to nawet gdy próbuje coś zawodzić brzmi w tym autentycznie. Brakuje mi bardzo w tej płycie większego uderzenia. Spodziewałem się EPki, która położy na kolana wszystkie próby miksowania rapu z metalem. Dostałem jedynie dobry album, który ma ciut nie wykorzystany potencjał. Wes Borland mógł jednak dołożyć więcej od siebie, gdyż czasami brakowało mi po prostu jego wajchy (bez skojarzeń proszę). Na te siedem pełnych traków tylko trzy kopią ostrzej i w klimacie jakiego się spodziewałem. Nie ma zatem rewolucji, a jest solidny album, który oceniam na dość mocne...
7/10
KCR

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz