niedziela, 21 lutego 2016

SEE SHARP NA TWARZOKSIĄŻCE

Dzisiaj nadeszła chwila, mam nadzieję przełomowa dla najlepszego bloga muzycznego. Otóż z nieukrywaną przyjemnością pragnę ogłosić, iż wkraczamy na głębokie wody social mediów, a mianowicie - startujemy z naszą oficjalną stroną na Facebooku!
TUTAJ znajduje się adres naszego fanpeja. W związku z tym dla Was mam garść informacji organizacyjnych i ogólnych:

- Głównym celem założenia fanpeja jest możliwość robienia spontanicznych, szybkich wrzutek, tak aby z większą częstotliwością chwalić się naszymi muzycznymi odkryciami i przez to mieć lepszy kontakt z czytelnikami (no i naturalnie liczymy na zwiększenie ich ilości). Toteż na facebookowym See Sharpie możecie spodziewać się wieeeeelu linków muzycznych, a także szybkich spontanów i luźnych tekstów (nasze słowo klucz to "subiektywny" i takim chcemy pozostać, na pohybel pospinanym redaktorom!)

- Jeśli ktoś pamięta eksperyment na blogu pod tytułem Daily Stuff, to zostanie on niejako reaktywowany właśnie na fanpeju.

- Jednocześnie blog w obecnej postaci pozostanie miejscem na to, co dotychczas na nim umieszczaliśmy, a więc recenzje albumów, dłuższe artykuły i dział Classics.


Mam nadzieję że ten dzień będzie przełomem i kopniakiem na rozpęd w dziejach See Sharp. Pozdro, patrzcie ostro! NO I LAJKUJCIE, JEŚLI JESZCZE TEGO NIE ZROBILIŚCIE!



KCR Classics: Underoath - They're Only Chasing Safety (2004)

W morzu kapel grających ciężką muzykę, coraz ciężej mi dostrzec jakiś wyjątkowy zespół. Co z tego, że jakaś kapela porywa masy i gra poprawnie, skoro ja tego nie czuję? W metalcoru - i tak nie łatwym gatunku, jest to dla mnie jeszcze trudniejsze, bo nigdy nie był to mój konik i główny nurt w muzie jaki mnie interesował. Underoath jest dla mnie jedną z takich najlepszych perełek, bo pomimo metalcorowej szufladki, panowie nie stroją się ultra nisko, a dodatkowo nie brzmią tandetnie i nie mają dziwnego imidżu. Ich płyta z 2004 to dla mnie absolutny klasyk i zamierzam wam wyjaśnić dlaczego.

środa, 13 stycznia 2016

Recenzja: Little Big - Funeral Rave (2015)

Rok 2015 w Rosji zakończył się muzycznymi fajerwerkami. Za pirotechnikę ma w tym wypadku odpowiadać młody zespół okrzyknięty już europejską/rosyjską odpowiedzią na Die Antwoord. Fani bardzo osobliwego projektu Little Big nie mogli sobie wyobrazić na święta lepszego prezentu, niż nowy album grupy, której muzykę gatunkowo można zaliczyć jako mieszankę rave i hip-hopu.







piątek, 11 grudnia 2015

Recenzja: Mr. Bungle - California (1999)

Na początku był chaos. - ten cytat z mitologii greckiej świetnie opisuje debiutancką płytę Mr. Bungle, która jest niestrawną potrawą dla wielu śmiertelników, a na fanów tego awangardowego projektu społeczeństwo patrzy jak na tego Chińczyka, który żywi się wyłącznie ostrymi papryczkami piri-piri. Dzisiaj przyjrzymy wsłuchamy się w ostatnie wydanie zespołu z końca poprzedniego wieku, zespołu będącego jednym z wielu projektów i (chyba najpopularniejszym po Faith No More) z udziałem legendarnego Mike'a Pattona.



środa, 4 listopada 2015

Recenzja: Laibach - Spectre (2014)

34 lata minęły od roku powstania Laibach do wydania ich ostatniej płyty. Doświadczenie mnie nauczyło, że po tak długich stażach muzykom rzadko się udaje jeszcze czymś zaskoczyć słuchaczy, no chyba że powrotem po latach marazmu z płytą na ogół w optymistycznym przypadku niezłą, albo przeciętną - co jest dość zrozumiałe, wszak każda formuła kiedyś się kończy. Mimo że słoweński projekt industrialny właściwie nie opierał się na tych samych osobach, a przez niemal trzy i pół dekady przewinęło się przezeń wiele osób, to jednak warto zadać pytanie - czy po takim czasie można wydać coś wybitnego?


niedziela, 18 października 2015

KCR Classics: Limp Bizkit - The Unquestionable Truth (2005)

Wreszcie po prawie dwóch latach od założenia tego bloga mierzę się z prawdziwą legendą. Z kapelą, którą kocham całym sercem. Z jednym z takich zespołów, które według masy zasłużyły sobie na ogromny negatywny szum. Panowie zawsze mieli to gdzieś i robili swoje ucierając nosa wszystkim hejterom. Ta płyta wyszła w trudnym okresie dla chyba każdego z członków. Nie miała dużej promocji, a praktycznie znikomą. Nie sprzedała się również w milionie egzemplarzy jak poprzednie wydawnictwa. Pokazała za to, że pomimo problemów Limp Bizkit wciąż potrafią kopać tyłek, nawet jeśli trochę zboczą ze swojego stylu obranego kilka lat wcześniej. Dlaczego ta EP'ka jest dla mnie klasykiem? Zapraszam do recenzji.

środa, 24 grudnia 2014

HOŁ HOŁ HOŁ #2 czyli Merry XMAS

HOŁ HOŁ HOŁ!
No i znów nadszedł... czas radości, miłości, rodzinnej atmosfery i walk na śmierć i życie w sklepach z zabawkami. Dla naszego bloga to drugie święta, ale i pierwszy cały rok działalności! Nie byliśmy może mega aktywni, ale obiecujemy poprawę po nowym roku, bo w końcu postanowienia noworoczne są na topie ;)




Czego możemy życzyć wam i sobie? 
Sobie życzymy dużej ilości wyświetleń, dobrych recenzji oraz tekstów, a wam czerpania ogromnej radości z muzyki, naszej pracy, jak i większej otwartości, która przy odkrywaniu nowych fajnych rzeczy jest po prostu błogosławieństwem. Patrzcie ostro i oby dobra muza oraz miła atmosfera wypełniła te święta jak i cały 2015 rok. 
Wszystkiego dobrego!

Życzy wasza wspaniała, kochana i niezawodna redakcja C# ;)

Michał a.k.a KOCURRRRO i Radek a.k.a col. Radke




Ps. Dbajcie o swój słuch! 


sobota, 13 grudnia 2014

Recenzja: Kukiz - Zakazane Piosenki (2014)

Interesującym zbiegiem okoliczności naszło mnie na zrecenzowanie tego albumu - dzisiaj mamy rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku, zaś autor tego albumu znany jest z działalności w ówczesnej opozycji i antysystemowych poglądów wobec obecnego porządku rzeczy w Polsce. Jego nowa płyta jest reprezentacją tychże poglądów, a także małą lekcją historii i polityki.







czwartek, 13 listopada 2014

Recenzja: Booze & Glory - Trouble Free (2011)

 Z czym przeciętnemu Januszowi Kowalskiemu kojarzyć się mogą skinheadzi? Z miejsca pewnie wymienione zostałyby określenia "bandyta", "chuligan", a i znalazłoby się miejsce na słowo "faszysta". Jak to w takich przypadkach na ogół bywa, rzeczywistość przedstawia również jasną stronę łysej glacy - świat pasji, prostych acz słusznych zasad, i zabawy, co niesie ze sobą Oi - apolityczny street punk. W dzisiejszej recenzji jedni ze współczesnych przedstawicieli tego nurtu. Piwko w dłoń, i ruszamy, oi oi!





niedziela, 21 września 2014

Recenzja: Palm Desert - Rotten Village Sessions (2013)

Gdy ich słuchałem prawie zawsze byłem pod wpływem magicznego zioła. To dla mnie jedna z niewielu takich kapel, które potrafią swoją muzą stworzyć tak niesamowitą atmosferę, że wszystko inne jakby przestawało mieć sens w danym momencie. Liczyła się tylko muzyka. Niewiele znam takich kapel... naprawdę nie wiele i gdyby wiedzieli jak wysoko są w moim osobistym rankingu to... chyba mogli by być dumni.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Recenzja: Dog Fashion Disco - Sweet Nothings (2014)

Zapowiedź nowego albumu dla mnie, jako konesera tego avant-metalowego zespołu, była niemałym zaskoczeniem - wydawało mi się, że z chwilą utworzenia formacji Polkadot Cadaver, projekt Dog Fashion Disco zostanie już całkowicie porzucony. Jednak się myliłem - po 8 latach wydali w ciekawych okolicznościach (ale o tym później) nowy materiał, który ma po raz kolejny zaskoczyć mieszaniną stylów pozostając przy unikalnym klimacie, jaki tworzą Todd Smith z ekipą z Baltimore. Jak wywiązali się z tego zadania?




niedziela, 13 lipca 2014

The Good Stuff: 10 rewelacyjnych kawałków hip hopowych

Tym razem podejmę się chyba najpopularniejszego gatunku muzycznego w naszym kraju. Niestety również najbardziej przesiąkniętego nienawiścią oraz wszechobecną gimbazą. Kiedyś byłem dużym fanem, a teraz wydaje mi się, że słuchanie hip hopu nie jest już takie fajne jak dawniej.
Na przestrzeni dobrych 10 lat udało mi się jednak zebrać troszkę doświadczenia i zaprezentuję wam maksymalnie subiektywną dziesiątkę traków, które bardzo lubię i które definiują dla mnie ten gatunek. Zapraszam do lektury.





poniedziałek, 7 lipca 2014

Recenzja: Revolting Cocks - Got Cock? (2010)

Ok, zacznę od kajania się i zgięcia się w pas w geście przepraszającym potencjalnych czytelników za tak długi zastój. W czerwcu generalnie nie było życia i czasu na nic, ale w ramach rekompensaty ja jako redaktorzyna postaram się podkręcić tempo, i może na blogu przepchniemy jakieś zmiany! Tymczasem dzisiaj na blogu znowu gości perwersyjny projekt Ala Jourgensena, tym razem sięgnąłem po ostatni album studyjny, który nie zdobył wielkiej popularności.





czwartek, 5 czerwca 2014

Recenzja: Serebro - Mama Lover (2012)

Dziś w ramach napływu specyficznego humoru, zbliżającej się letniej atmosfery, albo dla kaprysu, odejdę od muzyki rozumianej jako dzieło sztuki albo gratka dla konesera. Nie będę dziś recenzował żadnego awangardowego metalu, nowych brzmień industrialowych, ani nawet post-rocka. Dzisiaj zajmę się albumem z nurtu wesołych pioseneczek rodem z radia Eska, do których dziewczynki spędzające dużo czasu w galeriach i klubach podrygują rano pod prysznicem, i gdzie klipy zrealizowane na cele produkcji są obiektami westchnień szczególnie męskiej widowni w wieku 14-18. Trzy urocze Rosjanki tworzące zespół Serebro nadają się do takiej recenzji jak mało kto!