Wesley Louden Borland. Wes. KTO TO JEST? (JOŁ) Podejrzewam, że ze względu na hejty jakie (niesłusznie) często padają pod adresem Limp Bizkit, większość z was może nie znać gitarzysty tejże grupy, będącego jednym z bardziej pomysłowych artystów swojego pokolenia. Black Light Burns to jego cichy projekt, w którym realizuje on swoje (zboczone) wizje, które na tej płycie uległy eskalacji względem ich pierwszego wydania "Cruel Melody", zwłaszcza gdy porównujemy poziomy DZIKOŚCI.
Za większość muzyki na tej płycie odpowiedzialny jest sam Wes, więc skupię się tutaj na jego osobie. Resztę członków zespołu potraktuję raczej jako wykonawców niż kompozytorów.
"The Moment You Realize You're Going To Fall" zawiera w sobie trzy zasadnicze składniki (pomijając dźwięki): Hedonizm, Namiętność i Przemoc. Te trzy cechy z HEDONIZMEM na czele dominują na całej płycie oraz są okraszane innymi (tych innych jest bardzo dużo, płyta jest mocno zróżnicowana). Streszczając nieco temat Wes serwuje nam swój mroczny, tajemniczy freak show. Przeprowadza nas przez każdy kawałek będąc w samym centrum akcji, bądź jako obserwator, co manifestuje się w jego głosie, gdyż nikt inny jak on sam pełni funkcję wokalisty. Otóż nasz ekscentryczny narrator swoim wokalem sprawia wrażenie, jakby relacjonował wszystkie wydarzenia bezpośrednio słuchaczowi, nie śpiewa, a raczej mówi (KRZYCZY) do nas jarając się tym, co właśnie przeżywa. Idealnie widać to zwłaszcza w pierwszych trzech kawałkach. Technicznie Wes nikogo nie zaskoczy, ale właśnie w tym tkwi cały trick. Pozwoliło mu to na uwolnienie nieokiełznanej bestii, wstrzyknięcie do tej toksycznej mieszanki jeszcze więcej szaleństwa. Gdyby ktoś spytał mnie o techniki wokalne jakie Borland zastosował na tej płycie odpowiedź brzmiałaby: darcie japy, melodyczne darcie japy i trochę spokojniejszego śpiewu lub mowy. Oczywiście nie mam na myśli tego, że to DARCIE JAPY w jakiś sposób szkodzi muzyce, wręcz przeciwnie - świetnie służy tutaj jego styl wokalny.
"The Moment You Realize You're Going To Fall" zawiera w sobie trzy zasadnicze składniki (pomijając dźwięki): Hedonizm, Namiętność i Przemoc. Te trzy cechy z HEDONIZMEM na czele dominują na całej płycie oraz są okraszane innymi (tych innych jest bardzo dużo, płyta jest mocno zróżnicowana). Streszczając nieco temat Wes serwuje nam swój mroczny, tajemniczy freak show. Przeprowadza nas przez każdy kawałek będąc w samym centrum akcji, bądź jako obserwator, co manifestuje się w jego głosie, gdyż nikt inny jak on sam pełni funkcję wokalisty. Otóż nasz ekscentryczny narrator swoim wokalem sprawia wrażenie, jakby relacjonował wszystkie wydarzenia bezpośrednio słuchaczowi, nie śpiewa, a raczej mówi (KRZYCZY) do nas jarając się tym, co właśnie przeżywa. Idealnie widać to zwłaszcza w pierwszych trzech kawałkach. Technicznie Wes nikogo nie zaskoczy, ale właśnie w tym tkwi cały trick. Pozwoliło mu to na uwolnienie nieokiełznanej bestii, wstrzyknięcie do tej toksycznej mieszanki jeszcze więcej szaleństwa. Gdyby ktoś spytał mnie o techniki wokalne jakie Borland zastosował na tej płycie odpowiedź brzmiałaby: darcie japy, melodyczne darcie japy i trochę spokojniejszego śpiewu lub mowy. Oczywiście nie mam na myśli tego, że to DARCIE JAPY w jakiś sposób szkodzi muzyce, wręcz przeciwnie - świetnie służy tutaj jego styl wokalny.
Warto wspomnieć, że większość utworów na tej płycie zaczęto tworzyć od linii basu, co dużo mówi o charakterze tej płyty. Jest ona zdominowana przez intensywną grę sekcji rytmicznej (idealnie pasują tu określenia RELENTLESS i GROOVY AS FUCK), która w każdym kawałku czymś nas zaskakuje, czy to pędzącym, choć bardzo charakternym nakurwem ("How To Look Naked", "We Light Up" i "I Want You To" - wspomniana święta trójca zadymy otwierająca płytę), czy boskim groovem, przy którym po prostu nie da się (i double dare you) chociaż nie tupać stopą (kawałek-seks - "The Girl In Black"). Na uwagę zasługuje również intro/zwrotka w "Because Of You" - po prostu świetny przykład pomysłowego poprowadzenia sekcji rytmicznej, których jest od groma na tej płycie. Nie wiem, czy odpowiedzialny za to jest Wesley, czy ktoś inny, ale autor takich zagrywek zasługuje na miano geniusza. Absolutna finezja i pełna świadomość dynamiki, nuff said.
Jeśli ktoś szuka tutaj metalowych riffów znanych z debiutowego wydania BLB to może zawrócić w stronę "Cruel Melody". Gitara pilnuje tutaj melodii, chociaż często w pozornie chaotycznym i ekstremalnym wydaniu, natomiast szczytowo metalowy riff na tej płycie nosi w sobie drugi kawałek - "We Light Up", więc jeśli ten nie jest wystarczająco ciężki dla Ciebie, to nie masz tu czego szukać ziomek. Usłyszymy tutaj również gitarowe solówki (cudownie klimatyczny kawałek "Torch From The Sky", a konkretnie jego outro), czy solo na bliżej niesprecyzowanym, orientalnie brzmiącym instrumencie (jestem całkiem pewny, że nie jest to zwykła gitara) w "The Colour Escapes", lecz nie w nadmiarze - Wes nie jest solistą-onanistą, stosuje takie zagrywki tylko wtedy, gdy kawałek tego wymaga.
Poza standardowym instrumentarium, które przed chwilą krótko przedstawiłem znajdziemy tutaj MNÓSTWO innych narzędzi (stare pianino, syntezatory, hałas, guma od majtek), których wielu z was za pierwszym przesłuchaniem może nie wychwycić. Jest tak za sprawą kolejnej cechy (ZALETY) tego wydawnictwa - dużej ilości nawarstwionych źródeł dźwięku, czy to jakiś feedback, czy jakaś industrialopodobna przeszkadzajka, której słyszalność graniczy z przekazem podprogowym, jakaś zmodyfikowana zabawka, czy może nawet jakiś lick grany na banjo (druga zwrotka w "How To Look Naked" - usłyszałem to jakoś dopiero z czwartym przesłuchaniem kawałka). Przez to właśnie intensywne nawarstwienie dźwięku płyta sprawia wrażenie bardzo dzikiej, żywej, hałaśliwej w przeciwieństwie do sterylnego "Cruel Melody", co może stanowić wadę dla osób, które bardzo cenią sobie krążek z 2007 roku.
Wes zrobił wielki postęp w pisaniu tekstów. Liryksy na tej płycie nie są już tak kiczowate jak na poprzedniej, hooki są bardzo nietypowe (WITH MY INVISIBLE PENIS WATCHING LADIES UNDRESS), jednak nie tracą przy tym ani trochę na chwytliwości, co wydawało mi się niemożliwością w dzisiejszych czasach. Wiele kawałków pod tym względem zasługuje na medal - "How To Look Naked", "I Want You To", "Tiger By The Tail", "Splayed" - te utwory to murowane hiciory (joł). Każdy z tych refrenów po prostu zostaje w pamięci na długo, a to nie koniec. Takich catchy refrenów jest jeszcze trochę na tej płycie, lecz wybrałem tylko te, które wydają się być najmniej schematyczne i przy tym najbardziej chwytliwe. Śpiewane melodie są również bardzo zaskakujące, bo Wes pozwolił sobie na kompletną wolność artykulacyjną, przez co refreny takie jak we wspomnianych "Tiger By The Tail" i "Splayed" są po prostu... wow. Przeciętny słuchacz rocka ("LUBIĘ DŻEM, LUXTORPEDĘ GUNS'N'ROSES, TO JEST PRAWDZIWA MUZYKA") stwierdzi, że Wesa zwyczajnie pojebało. Jednak jako że jestem na swoim blogu, pozwolę sobie zbesztać tego typu opinie i po prostu zarzucam takim ludziom mierność gustu.
Zbliżając się do podsumowania tej płyty wysuwam następnujące wnioski:
- Jest to cholernie świeże wydawnictwo, totalnie unique sound. Nie znajdziecie w żadnym innym krążku, fo shizzle.
- Płyta jest produktem kompozycyjnego geniuszu. Pierwszy plan płyty jest raczej mało skomplikowany ACZKOLWIEK pełny jest finezji i fantazji. Mnóstwo rozwiązań, na które może wpaść każdy, lecz mało kto je stosuje. Tło jest bardzo gęsto nawarstwione, pełno różnych niespodziewanych dźwięków, hałasów, efektów i ogólnego chaosu.
- Songwriting pierwsza klasa. Ze świecą można szukać tak genialnych kompozycji. Krążek prezentuje równy, WYSOKI poziom. Jest mocno zróżnicowany, ciągle czymś zaskakuje. Kawałki głównie kręcą się wokół (często) przesterowanego basu i linii wokalu oraz przeważnie mieszczą się w popowym formacie, lecz nie znajdziemy tutaj schematyczności i wtórności. Płyta nosi znamiona eksperymentalnej (na pewno jest wydawnictwem "alternatywnym").
- Krążek ten jest przede wszystkim dla ludzi, których mało co zaskakuje w rocku i szukają świeżości w tym dogorywającym gatunku. Żeby docenić w pełni jego walory wymaga on wielu przesłuchań.
Cóż więcej mogę rzec? Geniusz. Płyta dla mnie totalnie sztosowa, bardzo forward-thinking. Zasługuje na nie mniej nie więcej niż...
- Jest to cholernie świeże wydawnictwo, totalnie unique sound. Nie znajdziecie w żadnym innym krążku, fo shizzle.
- Płyta jest produktem kompozycyjnego geniuszu. Pierwszy plan płyty jest raczej mało skomplikowany ACZKOLWIEK pełny jest finezji i fantazji. Mnóstwo rozwiązań, na które może wpaść każdy, lecz mało kto je stosuje. Tło jest bardzo gęsto nawarstwione, pełno różnych niespodziewanych dźwięków, hałasów, efektów i ogólnego chaosu.
- Songwriting pierwsza klasa. Ze świecą można szukać tak genialnych kompozycji. Krążek prezentuje równy, WYSOKI poziom. Jest mocno zróżnicowany, ciągle czymś zaskakuje. Kawałki głównie kręcą się wokół (często) przesterowanego basu i linii wokalu oraz przeważnie mieszczą się w popowym formacie, lecz nie znajdziemy tutaj schematyczności i wtórności. Płyta nosi znamiona eksperymentalnej (na pewno jest wydawnictwem "alternatywnym").
- Krążek ten jest przede wszystkim dla ludzi, których mało co zaskakuje w rocku i szukają świeżości w tym dogorywającym gatunku. Żeby docenić w pełni jego walory wymaga on wielu przesłuchań.
Cóż więcej mogę rzec? Geniusz. Płyta dla mnie totalnie sztosowa, bardzo forward-thinking. Zasługuje na nie mniej nie więcej niż...
UCZCIWE 10/10
PJ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz