Relaksować się trzeba. To powinna być absolutnie obowiązkowa czynność po każdym dniu pracy i nie tylko. Robić to można jak wiemy na wiele sposób, ale ja myślę, że wielu ludzi zaniedbuje swój chillout. Po prostu nie wyciska z niego ostatnich soków i nie przeżywa go w pełni.Na tą specjalną okazję przygotowałem zestawienie dziesięciu kawałków z różnych gatunków, które mają być przyjemne, i przy których odpoczynek będzie efektywniejszy i smaczniejszy. Enjoy!
Stereo MC's - Connected
z Conntected (1992)
Na początek jedno z moich dość świeżych odkryć. Czysty klasyczny groove, który pachnie tak dobrze świetnymi najntisami, że czujemy jakbyśmy bansowali w jakimś klubie z tamtych lat. Lajtowy miks jazzu, trip hopu i house'u tworzy melodię, która nas koi. Absolutnie polecam całą płytę Connected, która stoi na podobnym poziomie.
Massive Attack - Dissolved Girl
z Mezzanine (1998)
z Mezzanine (1998)
Moim zdaniem najlepszy utwór mistrzów trip hopu. To zdecydowanie nocny kawałek, który polecam przesłuchać przed snem. Delikatny głos Sary Jay, głęboki bas i przyjemne tło, które w połowie się zaostrza i powraca do swojej lekkiej formy. To wszystko tworzy niesamowity i niepowtarzalny klimat. Kocham ten utwór.
The Crystal Method - Glass Breaker
z London OST (2005)
z London OST (2005)
The Crystal Method nagrali wiele hitów. Breakbeatowa grupa to jednak nie tylko same połamańce, ale również ten cudowny utwór z typowym dla nich mocnym bitem perkusyjnym, ale i pięknym wokalem, klawiszami oraz smyczkami, które wprawiają w dobry nastrój i delikatne bujanie. Wielbię, po prostu wielbię!
Groove Armada feat. M.A.D - Rap
z Vertigo (1999)
z Vertigo (1999)
Najbardziej rapowo brzmiący utwór, co wskazuje już sama nazwa. Panowie z Groove Armada odwalili naprawdę kawał dobrej roboty tworząc jeden z najbardziej lajtowych podkładów ever. Brzmienie jest po prostu niesamowite. Polecam na nocną jazdę samochodem. Klimat zrobi swoje, gwarantuję.
Fatboy Slim - The Weekend Starts Here
z Better Living Through Chemistry (1996)
z Better Living Through Chemistry (1996)
Jeden z najbardziej znanych twórców muzyki elektronicznej na swoim debiutowym albumie popełnił utwór, który po prostu miażdży. Przeczytajcie sobie tytuł, a potem wsłuchajcie się w GENIALNĄ perkusję ze zgliczowanym hatem, luźnymi syntezatorami i tą piękną harmonijką, która wprawi was w weekendowy nastrój. To był przez długi czas mój obowiązkowy utwór, który zaczynał mój piątkowy wypoczynek.
Vangelis - Blade Runner Blues
z Blade Runner OST (1982)
z Blade Runner OST (1982)
Vangelis to klasa sama w sobie. Wielkie nazwisko, które stworzyło jeszcze większe dzieło. Blade Runner Blues to cudowny ambientowy utwór, który złagodzi nawet największe zmartwienie. Po prostu czysty chillout...
Portishead - Glory Box
z Dummy (1994)
z Dummy (1994)
To jest namiętność. Więcej dodawać nie muszę, bo naprawdę nie ma sensu. Tego trzeba posłuchać. Ten wokal i ta GITARA, a zwłaszcza jej solówka uprawia dziki muzyczny seks. Mistrzostwo.
Louis Armstrong - When you're smiling
oryginalnie napisany przez Larryego Shaya, Marka Fishera, Joea Goodwina (1956)
oryginalnie napisany przez Larryego Shaya, Marka Fishera, Joea Goodwina (1956)
Nie jest to utwór Louisa, ale został przez niego spopularyzowany. Jak mawiam dobry jazz nie jest zły, a w tym przypadku jest magicznie piękny. Gdy tylko wchodzi trąbka to już wszystko jasne. Nocny samotny spacer i ten utwór. Bardzo polecam. Podnosi na duchu.
Citizen Cope - Holdin' On
z Citizen Cope (2002)
z Citizen Cope (2002)
Ten pan nagrał chyba jeden z najseksowniejszych utworów jakie kiedykolwiek powstały. Nastrój na miłosne igraszki po prostu wylewa się się z tego kawałka. Muzyka jest piękna i myślę, że głos Citizena doprowadziłby nie jedną kobietę do orgazmu ;)
De Phazz - Hell Alright
z Days of Twang (2007)
z Days of Twang (2007)
Ostatni utwór w zestawieniu to ciekawa mieszanka wszystkiego co klimatyczne i delikatne.
Lounge, jazz, blues jakkolwiek to nazwać brzmi naprawdę dobrze i nie przemęcza naszych bębenków, a wręcz przeciwnie pieści je, robiąc muzyczny masaż.
Lounge, jazz, blues jakkolwiek to nazwać brzmi naprawdę dobrze i nie przemęcza naszych bębenków, a wręcz przeciwnie pieści je, robiąc muzyczny masaż.
Mamy łikend więc... relaksować się marsz! To rozkaz :)
KCR
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz