piątek, 17 stycznia 2014

The Good Stuff: 10 kawałków czystego chilloutu

Relaksować się trzeba. To powinna być absolutnie obowiązkowa czynność po każdym dniu pracy i nie tylko. Robić to można jak wiemy na wiele sposób, ale ja myślę, że wielu ludzi zaniedbuje swój chillout. Po prostu nie wyciska z niego ostatnich soków i nie przeżywa go w pełni.
Na tą specjalną okazję przygotowałem zestawienie dziesięciu kawałków z różnych gatunków, które mają być przyjemne, i przy których odpoczynek będzie efektywniejszy i smaczniejszy. Enjoy! 


Stereo MC's - Connected

z Conntected (1992)
Na początek jedno z moich dość świeżych odkryć. Czysty klasyczny groove, który pachnie tak dobrze świetnymi najntisami, że czujemy jakbyśmy bansowali w jakimś klubie z tamtych lat. Lajtowy miks jazzu, trip hopu i house'u tworzy melodię, która nas koi.  Absolutnie polecam całą płytę Connected, która stoi na podobnym poziomie.
Massive Attack - Dissolved Girl
z Mezzanine (1998)
Moim zdaniem najlepszy utwór mistrzów trip hopu. To zdecydowanie nocny kawałek, który polecam przesłuchać przed snem. Delikatny głos Sary Jay, głęboki bas i przyjemne tło, które w połowie się zaostrza i powraca do swojej lekkiej formy. To wszystko tworzy niesamowity i niepowtarzalny klimat. Kocham ten utwór.
The Crystal Method - Glass Breaker
z London OST (2005)
The Crystal Method nagrali wiele hitów. Breakbeatowa grupa to jednak nie tylko same połamańce, ale również ten cudowny utwór z typowym dla nich mocnym bitem perkusyjnym, ale i pięknym wokalem, klawiszami oraz smyczkami, które wprawiają w dobry nastrój i delikatne bujanie. Wielbię, po prostu wielbię!
Groove Armada feat. M.A.D - Rap 
z Vertigo (1999)
Najbardziej rapowo brzmiący utwór, co wskazuje już sama nazwa. Panowie z Groove Armada odwalili naprawdę kawał dobrej roboty tworząc jeden z najbardziej lajtowych podkładów ever. Brzmienie jest po prostu niesamowite. Polecam na nocną jazdę samochodem. Klimat zrobi swoje, gwarantuję.
Fatboy Slim - The Weekend Starts Here
z Better Living Through Chemistry (1996)
Jeden z najbardziej znanych twórców muzyki elektronicznej na swoim debiutowym albumie popełnił utwór, który po prostu miażdży. Przeczytajcie sobie tytuł, a potem wsłuchajcie się w GENIALNĄ perkusję ze zgliczowanym hatem, luźnymi syntezatorami i tą piękną harmonijką, która wprawi was w weekendowy nastrój. To był przez długi czas mój obowiązkowy utwór, który zaczynał mój piątkowy wypoczynek.
Vangelis - Blade Runner Blues
z Blade Runner OST (1982)
Vangelis to klasa sama w sobie. Wielkie nazwisko, które stworzyło jeszcze większe dzieło. Blade Runner Blues to cudowny ambientowy utwór, który złagodzi nawet największe zmartwienie. Po prostu czysty chillout...
Portishead - Glory Box
z Dummy (1994)
To jest namiętność. Więcej dodawać nie muszę, bo naprawdę nie ma sensu. Tego trzeba posłuchać. Ten wokal i ta GITARA, a zwłaszcza jej solówka uprawia dziki muzyczny seks. Mistrzostwo.
Louis Armstrong - When you're smiling
oryginalnie napisany przez Larryego Shaya, Marka Fishera, Joea Goodwina (1956)
Nie jest to utwór Louisa, ale został przez niego spopularyzowany. Jak mawiam dobry jazz nie jest zły, a w tym przypadku jest magicznie piękny. Gdy tylko wchodzi trąbka to już wszystko jasne. Nocny samotny spacer i ten utwór. Bardzo polecam. Podnosi na duchu.
Citizen Cope - Holdin' On
z Citizen Cope (2002)
Ten pan nagrał chyba jeden z najseksowniejszych utworów jakie kiedykolwiek powstały. Nastrój na miłosne igraszki po prostu wylewa się się z tego kawałka. Muzyka jest piękna i myślę, że głos Citizena doprowadziłby nie jedną kobietę do orgazmu ;)
De Phazz - Hell Alright
z Days of Twang (2007)
Ostatni utwór w zestawieniu to ciekawa mieszanka wszystkiego co klimatyczne i delikatne.
Lounge, jazz, blues jakkolwiek to nazwać brzmi naprawdę dobrze i nie przemęcza naszych bębenków, a wręcz przeciwnie pieści je, robiąc muzyczny masaż.
Mamy łikend więc... relaksować się marsz! To rozkaz :)
KCR









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz