1) Powerman 5000 - Show Me What You've Got (2009)
Jeden z singli promujących album "Somewhere On The Other Side Of Nowhere" porywa żywym tempem, energicznym riffem, i charakterystycznym wokalem Spider One - to recepta na idealny rockowy kawałek na początek dnia, i zarazem tej listy. Nic dodać, nic ująć.
2) Combichrist - Never Surrender (2010)
Cóż, za całokształt Combichrist nie dostałby u mnie Grammy. Większość ich twórczości kojarzy mi się ze zwykłą techno-łupanką z dodanym wokalem. Natomiast za ten jeden kawałek wybudowałbym im pomnik. Dużą rolę pełni tu tekst - prosty, acz mocny i docierający do słuchacza. Idealny motivational song na siłownię, z ciężkim basem i słowami "NEVER SURRENDER" daje prawdziwego kopa.
3) KMFDM - Saft und Kraft (2007)
Tu dość nietypowe połączenie - mamy do czynienia z mieszanką industralu i thrash metalu. Prawdziwa bomba energetyczna, którą wyróżnia coś więcej niż niemiecki tekst i tytuł, w którym ciężko doszukać się sensu - niemniej to utwór często u mnie katowany i dlategoż go polecam.
4) Limp Bizkit - My Generation (2000)
Ze względu na twórcę i właściciela bloga tych panów chyba nie muszę przedstawiać 8) Absolutny klasyk Bizkitów, a rolę budzika świetnie spełnia dzięki soczystej perkusji i skocznego, porywającego do
5) Angelspit - Ditch the Rest (2009)
Nad tą propozycją przez jakiś czas się zastanawiałem - industrial i electro w groteskowym wydaniu jako piosenka na rano? O ile Angelspit nie mają porywających do śpiewu melodyjnych utworów, to Ditch the Rest jest chyba najbardziej strawnym dla zwykłego, szarego słuchacza ze wszystkich utworów w albumie. Kolejny refren który podnosi ciśnienie, a chłodny głos DestroyX mówiący Take the queen, ditch the rest wbija się w głowę.
6) KęKę - Boogie Woogie (2012)
Tutaj pewnie małe zaskoczenie - hip-hop pod dość chilloutowy bit 2stego miałby zerwać z łóżka nawet największego śpiocha? W praktyce budzi genialnie - woda na herbatę się gotuje, smażę sobie jajecznicę z pomidorami, a w tle leci Kę z prostym przekazem, i w tym utworze rzucając wersy niejako oddające swego rodzaju hołd ludziom pracy. Pomimo niespecjalnie optymistycznego tekstu ten kawałek potrafi pozytywnie nastroić na kolejny ciężki dzień - taki jest styl Woogie Boogie :)
7) Ministry - Just One Fix (1992)
W moich prywatnych rankingach Just One Fix figuruje na odosobnionej tablicy powyżej kilku poziomów od pozostałych ranknigów, w kategorii "Jedyny i Słuszny najbardziej energiczny utwór w historii muzyki Wszechświata". Jego prostota powoduje to, że dociera do mnie niepochłonięta przez nic, czysta energia. Na początek wybijany snare, potem wejście i riff, łomoczący przez następne kilka minut, a pomimo tego nie mam go dość. Zniekształcony efektami wokal Ala Jourgensena jest tutaj tłem dla oprawy instrumentalnej, która choć prosta aż do bólu - kopie. Zastrzyk energii tak potężny, że można go porównać siłą działania z dawką heroiny, o której de facto tekst utworu częściowo prawi.
8) Kvelertak - Mjød (2010)
Co można zrobić, by hard rock miał jeszcze więcej mocy? Zamiast dzikich rockowych wrzasków wstawić dzikie metalowe wrzaski, a między to powkręcać jeszcze blast beats i riffy kojarzone z muzyką ekstremalną. Całość nie traci mocy, i podkręcona w ten sposób nuta staje się idealną na rozbudzenie się.
9) Marilyn Manson - The Fight Song (2000)
Zarówno tytuł, jak i oprawa instrumentalna nadają klimatu motywującego do walki. Dziwi mnie że tego utworu w oryginalnej wersji nie wykorzystano w żadnej grze komputerowej, gdyż nadawałby się do tego idealnie.
10) Mindless Self Indulgence - Anonymous (2013)
Na koniec dość nietypowa propozycja - krótki, nieco ponad dwuminutowy utwór, uwalnia energię w sposób chaotyczny, a przyczynia się do tego perka sklejona w breakcore'owym stylu. Wejście refrenu niszczy wszystko, aż ciężko mi wyobrazić sobie, jak brzmiałoby perfekcyjne jego wykonanie (perfekcyjne, czyli w tym wypadku głośne i gwałtowne) na żywo.
col. Radke
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz