czwartek, 29 maja 2014

The Good Stuff: 10 energetycznych kopniaków na początek dnia

Poniedziałek, środa, piątek - bez różnicy. Godzina 05:30. Wyłączasz już trzeci alarm w budziku i próbujesz podnieść zwłoki z łóżka. Kolejny ciężki dzień, przed tobą ponad 10 ciężkich godzin, kiedy nie będziesz mógł zmrużyć powieki (znaczy się, wiadomo, zależy, jak kto pracuje...). Do tego, żeby nie było zbyt łatwo, okropnie się czujesz po szklance kawy, której smaku tak bardzo nie cierpisz. Co poradzić? Odpowiedź na to, jak i na wiele innych pytań znajdziemy w muzyce. Oto 10 zastrzyków energii, które dałyby większego kopa niż średnia ilość extasy spożywana na holenderskich rave party:



1) Powerman 5000 - Show Me What You've Got (2009)

Jeden z singli promujących album "Somewhere On The Other Side Of Nowhere" porywa żywym tempem,  energicznym riffem, i charakterystycznym wokalem Spider One - to recepta na idealny rockowy kawałek na początek dnia, i zarazem tej listy. Nic dodać, nic ująć.





2) Combichrist - Never Surrender (2010)

Cóż, za całokształt Combichrist nie dostałby u mnie Grammy. Większość ich twórczości kojarzy mi się ze zwykłą techno-łupanką z dodanym wokalem. Natomiast za ten jeden kawałek wybudowałbym im pomnik. Dużą rolę pełni tu tekst - prosty, acz mocny i docierający do słuchacza. Idealny motivational song na siłownię, z ciężkim basem i słowami "NEVER SURRENDER" daje prawdziwego kopa.





3) KMFDM - Saft und Kraft (2007)

Tu dość nietypowe połączenie - mamy do czynienia z mieszanką industralu i thrash metalu. Prawdziwa bomba energetyczna, którą wyróżnia coś więcej niż niemiecki tekst i tytuł, w którym ciężko doszukać się sensu - niemniej to utwór często u mnie katowany i dlategoż go polecam.







4) Limp Bizkit - My Generation (2000)

Ze względu na twórcę i właściciela bloga tych panów chyba nie muszę przedstawiać 8) Absolutny klasyk Bizkitów, a rolę budzika świetnie spełnia dzięki soczystej perkusji i skocznego, porywającego do tańca rozpierduchy refrenu.





5) Angelspit - Ditch the Rest (2009)

Nad tą propozycją przez jakiś czas się zastanawiałem - industrial i electro w groteskowym wydaniu jako piosenka na rano? O ile Angelspit nie mają porywających do śpiewu melodyjnych utworów, to Ditch the Rest jest chyba najbardziej strawnym dla zwykłego, szarego słuchacza ze wszystkich utworów w albumie. Kolejny refren który podnosi ciśnienie, a chłodny głos DestroyX mówiący Take the queen, ditch the rest wbija się w głowę.





6) KęKę - Boogie Woogie (2012)

Tutaj pewnie małe zaskoczenie - hip-hop pod dość chilloutowy bit 2stego miałby zerwać z łóżka nawet największego śpiocha? W praktyce budzi genialnie - woda na herbatę się gotuje, smażę sobie jajecznicę z pomidorami, a w tle leci Kę z prostym przekazem, i w tym utworze rzucając wersy niejako oddające swego rodzaju hołd ludziom pracy. Pomimo niespecjalnie optymistycznego tekstu ten kawałek potrafi pozytywnie nastroić na kolejny ciężki dzień - taki jest styl Woogie Boogie :)





7) Ministry - Just One Fix (1992)

W moich prywatnych rankingach Just One Fix figuruje na odosobnionej tablicy powyżej kilku poziomów od pozostałych ranknigów, w kategorii "Jedyny i Słuszny najbardziej energiczny utwór w historii muzyki Wszechświata". Jego prostota powoduje to, że dociera do mnie niepochłonięta przez nic, czysta energia. Na początek wybijany snare, potem wejście i riff, łomoczący przez następne kilka minut, a pomimo tego nie mam go dość. Zniekształcony efektami wokal Ala Jourgensena jest tutaj tłem dla oprawy instrumentalnej, która choć prosta aż do bólu - kopie. Zastrzyk energii tak potężny, że można go porównać siłą działania z dawką heroiny, o której de facto tekst utworu częściowo prawi.





8) Kvelertak - Mjød (2010)

Co można zrobić, by hard rock miał jeszcze więcej mocy? Zamiast dzikich rockowych wrzasków wstawić dzikie metalowe wrzaski, a między to powkręcać jeszcze blast beats i riffy kojarzone z muzyką ekstremalną. Całość nie traci mocy, i podkręcona w ten sposób nuta staje się idealną na rozbudzenie się.





9) Marilyn Manson - The Fight Song (2000)

Zarówno tytuł, jak i oprawa instrumentalna nadają klimatu motywującego do walki. Dziwi mnie że tego utworu w oryginalnej wersji nie wykorzystano w żadnej grze komputerowej, gdyż nadawałby się do tego idealnie.





10) Mindless Self Indulgence - Anonymous (2013)

Na koniec dość nietypowa propozycja - krótki, nieco ponad dwuminutowy utwór, uwalnia energię w sposób chaotyczny, a przyczynia się do tego perka sklejona w breakcore'owym stylu. Wejście refrenu niszczy wszystko, aż ciężko mi wyobrazić sobie, jak brzmiałoby perfekcyjne jego wykonanie (perfekcyjne, czyli w tym wypadku głośne i gwałtowne) na żywo.





col. Radke





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz