Interesującym zbiegiem okoliczności naszło mnie na zrecenzowanie tego albumu - dzisiaj mamy rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku, zaś autor tego albumu znany jest z działalności w ówczesnej opozycji i antysystemowych poglądów wobec obecnego porządku rzeczy w Polsce. Jego nowa płyta jest reprezentacją tychże poglądów, a także małą lekcją historii i polityki.
Tematyka jest po części kontynuacją wątku poprzedniego albumu Kukiza. Tym razem jednak na warsztat wzięto inne czasy - dotyczące głównie procesu upadku komunizmu w Polsce i jego następstwa jakim jest III RP. Album jest silnym uderzeniem w układ polityczny i ostrą krytyką rządów po 1989 roku. W wielu mainstreamowych mediach recenzję pozostawiono bez oceny uznając Zakazane piosenki za reprezentację poglądów, a nie dzieło muzyczne. Ponieważ mi daleko do mainstreamu, odważę się ocenić nie poglądy Pawła Kukiza (nawiasem mówiąc w wielu kwestiach bliskie moim), a cały album od strony muzycznej.
Album zawiera dwanaście, jak zapowiada wydawca "gorzkich muzycznych pigułek, które nie każdy będzie chciał przełknąć". Od razu muszę dodać, że ostatnia pigułka to 30-sekundowe outro, które w gardle nikomu raczej nie utknie. Jednakże pozostała zawartość nie pozostawia suchej nitki na politykach, policji, służbach i instytucjach państwowych. Swoją drogą Kukiz jest twórcą inicjatywy społecznej domagającej się wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych (na piosenkę o tym również znalazło się miejsce na płycie). Krytyka polityczna jest tu bezpośrednia i bezkompromisowa, autor nie przebierał w środkach. Warstwa tekstowa może sprawić, że jedni pokochają tą płytę, a inni kategorycznie ją odrzucą. Ciężko w tym wypadku uważać ten aspekt za posiadający dużą wagę w ocenie końcowej.
A jak to wygląda od strony muzycznej? Ano wygląda całkiem nieźle, porównać można sobie utwór KGMO, który w oryginale ujrzał światło dzienne w 2010 roku, a obecnie został odświeżony. Wyraźne linie basowe i perkusyjne, na pierwszym planie zdecydowanie gitary. Całość balansuje między rockiem a punkowymi klimatami, co powiązać można z muzyką polską w latach 80. (wówczas bardzo popularnym tematem była również krytyka reżimu komunistycznego). Album otwiera powolny i melancholijny utwór Dnia czwartego czerwca. Później płyta się rozkręca, jest energiczna i mocna, utwory są często okraszone przyspieszeniami tempa. Generalnie nie ma tu skomplikowanych zabiegów, co świadczy o pójściu w punkowe klimaty. Jest kilka perełek, które sprawiają mi frajdę - jak wspomniane już KGMO, Moja ściana, Samokrytyka (dla Michnika) plus kilka innych.
Osobiście Zakazane piosenki trafiły do mnie z przekazem, przy czym podkreślam, że byłem dość podatnym gruntem na tą treść. Chłodnym okiem patrząc, mamy przyjemny album, ale bez większych fajerwerków. Niemniej, każdy "świadomy" doceni to dokonanie.
6/10
col. Radke

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz