środa, 9 kwietnia 2014

Recenzja: Luxtorpeda - A Morał Tej Historii Mógłby Być Taki, Mimo Że Cukrowe, To Jednak Buraki (2014)


Luxtorpeda to stosunkowo młody zespół, bo powstał w 2010, ale jego muzycy są doświadczeni i doskonale znani w rodzimym środowisku muzycznym. I choć wcześniej nie byłem fanem ani jednego projektu poszczególnych muzyków składu, to dopiero teraz jestem w stanie ich porządnie docenić. Debiut mnie nie powalił, druga płyta była lepsza, ale to nadal nie było dla mnie "to". "Buraki" z drugiej strony wprowadziły ten kwintet do panteonu gwiazd polskiego rocka - przynajmniej w moim odczuciu, bo dawno nie słyszałem tak dobrego rockowego i co najważniejsze POLSKIEGO wydawnictwa. Co mnie urzekło? Zapraszam do lektury.

Smuci mnie, że w naszym kraju kiedy ktoś nagrywa coś fajnego, to się mówi, że jest to "dobre jak na polskie standardy". Nie powinno to specjalnie dziwić, kiedy masa amatorskich nagrań brzmi bardzo kiepsko, a akustycy i realizatorzy w naszym kraju chyba często pracują w swoim zawodzie z przypadku, dlatego jak ktoś nagra taką perełkę to czuję się poruszony faktem, że jak się chce i przykłada to można zabrzmieć jak wielcy zza jeszcze większej wody. Na szczęście Luxtorpeda zna się na rzeczy.
Ostatni to świetny otwieracz z bardzo melodyjnym fajnym riffem, punkowy vibem, hardrockową mocą i brudem. Pierwsze co się rzuca w uszy, to świetne zmiany tempa podczas różnych partii. Akustyczno-orientalny brejk i powrót do akcji zapowiada dobry klimat krążka, który utrzymuje się do samego końca. J.U.Z.U.T.N.U.K.U - kolejny rewelacyjny riff, dzięki któremu wreszcie mogę przestać się czepiać za porównania niektórych krytyków Luxów do QOTSY, czy RATMu. Bowiem ich energię i specyficzny klimat zespół oddaje, ale jednak w swoim stylu. Mniej tu w sumie Rejdżów, a więcej QOTSY z pierwszej płyty, tej głośnej i brudnej. Cały Cyrk - normalnie hardkor punk, tempo tempo, nie zwalniamy, praca basu MIODZIO, wręcz "strzela" współgrając IDEALNIE z gitarami, fajne przejście do melodii z krzyczanym "kto podłożył ogień" kończy się zajebiście. Nie będę się rozpisywał szczegółowo nad resztą traków, bo to mija się z celem. Zachęcam do okrywania własnych smaczków, a tych trochę jest. (kapitalna wymiana gitar i basu w Nieobecny Nieznajomy, riff basowy w J'eu Les Poids)
Duża różnorodność materiału to kolejny plus - jedne kawałki brzmią bardziej punkowo, jedne bardziej hard rockowo, kolejne to piękny groove, a jeszcze inne pachną grungem. Kłaniam się nisko za KAPITALNY MIKS, produkcję oraz BRZMIENIE. (analogowe co jest ogromnym atutem) Kawałki są głośne, przemyślane i bardzo dobrze zagrane. Każdy muzyk odwalił kawał dobrej roboty - wszyscy są na swoim miejscu i wszyscy odgrywają swoje role na 110%. Wszystko jest tu dopracowane. Ciężko wybrać zdecydowanego faworyta, gdyż całość trzyma wysoki poziom. Nie ma po prostu słabych numerów, a to zdarza się rzadko nawet wśród najlepszych. Pochwałę powinny też zebrać dobre, ambitne teksty. Wokalnie również jest zacnie. Świetne partie Hansa w każdym numerze, ale Litzy też nie sposób nie docenić. Jego krzyk to nie moja bajka, ale tutaj wszystko się zgadza.
Płyta nie nuży - 13 kawałków to ok. 48 minut słuchania. Nie mogę się do niczego przyczepić. Jeśli grupa pod przewodnictwem Litzy pójdzie dalej w tym kierunku, to śmiało mogę ją dorzucić do listy swoich ulubionych rodzimych artystów, a ta nie jest szczególnie długa. Ten album zdecydowanie jest kamieniem milowym w karierze zespołu i przykładem jak powinno się robić płyty rockowe w 2014 roku.
8/10
KCR

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz