Zapowiedź nowego albumu dla mnie, jako konesera tego avant-metalowego zespołu, była niemałym zaskoczeniem - wydawało mi się, że z chwilą utworzenia formacji Polkadot Cadaver, projekt Dog Fashion Disco zostanie już całkowicie porzucony. Jednak się myliłem - po 8 latach wydali w ciekawych okolicznościach (ale o tym później) nowy materiał, który ma po raz kolejny zaskoczyć mieszaniną stylów pozostając przy unikalnym klimacie, jaki tworzą Todd Smith z ekipą z Baltimore. Jak wywiązali się z tego zadania?
Pana Smitha przedstawiałem już tutaj, w mojej pierwszej recenzji, której obiektem był zespół Knives Out!. Wokalista zdecydowanie nie próżnuje jeśli chodzi o twórczość, był formatorem i członkiem wielu zespołów, natomiast jego flagowym produktem było Dog Fashion Disco właśnie - formacja która swój styl opierała na łączeniu metalu z elementami satyryczno-filmowymi - często właśnie słychać takie elementy muzyki, jakie często można, albo można było kiedyś usłyszeć na wielkim ekranie. Dużym uproszczeniem byłoby jednak stwierdzenie, że to jakiś "movie metal". O nie, DFD wzbogaca swoją muzykę motywami z wielu innych gatunków! Poza podstawowym orężem każdego zespołu rockowego/metalowego, usłyszymy też na płycie klawisze i instrumenty dęte. Na Sweet Nothings zabawy stylami muzycznymi i eklektyzmu jest tu jeszcze więcej niż na poprzednich albumach - to sprawia że album jest różnorodny, nie nudzi się, i cały czas dostajemy coś nowego, niezależnie od tego, czy jesteśmy na drugim, piątym, czy trzynastym utworze.
Próba opisania każdego z utworów na płycie wydłużyłaby tą recenzję na tyle, że nikomu nie chciałoby się jej czytać. Aby przekonać się, że album nie jest jednostajny, proponuję porównać ze sobą trzy utwory skrajnie odmienne - Greta otwierająca album, następujący zaraz po niej War Party, i trochę dalej Struck By Lightning. W efekcie otrzymamy całkowity misz-masz, pozwalający na stwierdzenie, że to nie studyjny album, a jakaś składanka hiciorów z Baltimore. No dobra, ale czy fakt, że płyty nie zagrali na jedno kopyto wynosi ją od razu na ołtarze? Jednakże Sweet Nothings ma też inne mocne argumenty. O jakości można powiedzieć wiele dobrego. Dawniej, gdy poziom popularności Dog Fashion Disco był "lokalny", a niemalże "garażowy" można było się przyczepić do masteringu i słabo słyszalnych partii. Na tym albumie zespół zrobił duży krok do przodu (może po prostu technika jest bardziej dostępna) - wszystkie instrumenty wyraźnie słychać, a przy tym tworzą one spójną całość.
Warto zwrócić uwagę, że płyta nie jest eksperymentem w stylu "połączmy metal, z czym tylko się da". Zespół wykazuje się też kreatywnością i własną inwencją twórczą. Wspomniana wcześniej Greta jest genialnym wprowadzeniem do albumu - zaskakuje i trzyma w napięciu, sugeruje "oczekuj nieoczekiwanego", i nie zdradza treści, jaka ma nadejść w następnych utworach. A tu czeka na nas szalona podróż - będą zmiany tempa, raz dostaniemy solidnego kopa, raz popadniemy w nostalgiczny nastrój, czasem będzie wesoło. A na końcu - bardzo ciekawy zabieg i prezent, z którym wiąże się ciekawostka odnośnie powstawania płyty. Mianowicie, koszty jej powstawania artyści zdobyli... z dotacji fanów! Muzycy założyli projekt na stronie crowdfundingowej (po ludzku - wrzucasz fajny pomysł na stronkę i ludzie dają Ci hajs na realizację), ogłaszając, że na stworzenie nowego krążka potrzebują 30 tysięcy dolarów. Odzew sympatyków DFD przeszedł chyba najśmielsze oczekiwania - zebrano ok. 85 tysięcy! Artyści nie pozostając dłużni nagrali ponad dziewięciominutowe podziękowania, na których wymieniają wszystkich darczyńców oraz ludzi odpowiedzialnych za produkcję, i które umieścili na płycie jako ostatni utwór. Miły i pomysłowy gest, pokazujący szacunek do fanów, za który bez wahania można postawić tu plusik.
Podsumowując, Dog Fashion Disco wróciło po latach na scenę z mocnym przytupem, wydając album utrzymujący się w dawnej konwencji zespołu, ale ze świeżym tchnieniem i nową jakością. Aż nieco dziwne, że ta kapela nie zdobyła nigdy zbyt wielkiej popularności, ale być może ta płyta przyciągnie nowych fanów. Mi nie pozostaje nic innego tylko pogratulować autorom, a słuchaczom gorąco polecić Sweet Nothings i zaprosić do słuchania. Mówiąc krótko - o to chodziło!
9/10
col. Radke
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz