34 lata minęły od roku powstania Laibach do wydania ich ostatniej płyty. Doświadczenie mnie nauczyło, że po tak długich stażach muzykom rzadko się udaje jeszcze czymś zaskoczyć słuchaczy, no chyba że powrotem po latach marazmu z płytą na ogół w optymistycznym przypadku niezłą, albo przeciętną - co jest dość zrozumiałe, wszak każda formuła kiedyś się kończy. Mimo że słoweński projekt industrialny właściwie nie opierał się na tych samych osobach, a przez niemal trzy i pół dekady przewinęło się przezeń wiele osób, to jednak warto zadać pytanie - czy po takim czasie można wydać coś wybitnego?
Bardzo minimalistyczna i elegancka okładka oraz fakt, iż zespół niedawno odbył trasę koncertową w... Korei Północnej (jako bodajże pierwszy w historii zespół na zachód od granicy chińskiej) zapowiadają dość specyficzną muzykę i ciekawe doświadczenie muzyczne. I faktycznie takim był już pierwszy odsłuch płyty. Ach, gdybym miał przeprowadzić szczegółową analizę utwór po utworze, mielibyśmy zapewne najdłuższą recenzję w dziejach See Sharp. Album jest niebywale różnorodny, ale zarazem spójny - wszystko trzyma się chłodnego i dość mrocznego klimatu industrialu. Cała płyta mija niczym jeden nieprzeciętny dzień, który pamięta się przez resztę życia - na początek The Whistleblowers budzi i stawia nas na baczność, No History jest już spokojniejsze, ale brzmi dużo surowiej i ciężej, dalej mamy żywiołowe Eat Liver!, później znów zwolnienie tempa w utworze Americana, powoli przechodzimy do mrocznej wizji naszego kontynentu z Eurovision, i płynąc po następnych utworach docieramy w końcu do wzniosłego utworu Koran... a mając wersję Deluxe zostają nam jeszcze 4 kolejne utwory. Oj, to zdecydowanie nie jest płyta "na jeden raz" - z każdym odsłuchem doszukuję się czegoś nowego i poznaję Spectre na nowo. A szczerze mówiąc trochę tych odsłuchów już było.
Nowością w Laibach jest zatrudnienie na pełen etat Miny Špiler, która raczy nas swoim wokalem na niemal każdym tracku. Wraz z ochrypłym i bardzo chłodnym głosem Milana Frasa pojawia się interesujący kontrast w partiach wokalnych. Kompozycje elektroniczne brzmią czasem bardzo basowo i ciężko, zgodnie z kanonem gatunku dużo tutaj niepokojących hałasów i trzasków, jest też spro próbek instrumentów typowych dla orkiestry wojskowej. Wszystko to tworzy piękny kolektyw, ale o wielu obliczach. Jakość nagrań i masteringu - absolutnie bez zarzutów.
Nie byłoby klimatu bez tekstów i charakterystyki utworów. W jednych można się doszukać parodii i pastiszu (zresztą od zawsze znakiem szczególnym Laibach było satyryczne podejście do tematów totalitaryzmu i militaryzmu), w innych zaś zawarte są wyraźne przestrogi związane z przyszłością świata - a warto wspomnieć że są w tym przewidywaniu przyszłości całkiem nieźli: 11 lat temu nagrali utwór o zalewie przybyszów ze Wschodu chcących zdobyć świat (hmm, jakbym niedawno gdzieś o tym słyszał...). I na koniec podstawowej wersji płyty Koran. Tekst pełen wiary i nadziei w lepszy świat dla każdego człowieka. Niesamowite, w jaki sposób ogólny chłód jaki objął ten album przeplata się z żywiołowością i emocjami. Trochę jak dzisiejszy świat.
Osobiście ta płyta jeszcze długo mi się nie znudzi. Życiem i zmiennością tej płyty mógłbym obdarować wszystkie nowe albumy jakie przesłuchałem w ostatnim miesiącu. Chociaż prawdę powiedziawszy nie odrobiłem zbyt sumiennie lekcji historii, jeśli chodzi o Laibach, to odnoszę wrażenie, że Spectre za x-dziesiąt lat będzie wymieniane jako jedno z głównych dokonań tej grupy. Panie i Panowie, spójrzcie - to jest DZIEŁO SZTUKI.
10/10
col. Radke

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz