Właściwie to recenzję nowego albumu Little Big należy poprzedzić małym wprowadzeniem i opisem, co czyni ten projekt tak wyjątkowym, specyficznym i kontrowersyjnym, jednakże myślę że słowa o wiele lepiej zastąpi tu chociażby ten klip (ponoć już zdobył rekordową dla rave'u ilość wyświetleń na YouTube):
Wracając do najnowszego wydawnictwa, dostajemy 11 bardzo dynamicznych utworów. Mimo iż Funeral Rave mocno opiera się na gatunku muzycznym zawartym w tytule, to album jest bardzo różnorodny. Jest i miejsce na bardziej czysty rap (Brighton Beach), rave rap z featuringiem (Give Me Your Money i w roli gościa estoński raper Tommy Cash), czy też nawiązanie do folkloru (cover tradycyjnej radzieckiej piosenki Polyushko-Polye). Utwór Big Dick swoją bezpruderyjną otoczką mocno czerpie z Die Antwoord i w tym miejscu na chwilę zatrzymam się na temacie porównań do legendarnego zespołu z RPA, na które Little Big jest niemal skazane. Moim zdaniem uczeń ma dużą szansę przerosnąć mistrza, ponieważ Rosjanie niosą ze sobą mnóstwo energii i specyficznego humoru, a ponadto ich twórczość niesie też ze sobą przesłanie. Muzyka jest nieco cięższa, ponieważ często więcej tu rave'u niż rapu, natomiast poziom tekstów i nagromadzenie chaosu i dziwactw jest nawet lepsze niż w Die Antwoord. Little Big wnosi sporo rodzimych klimatów do swojej twórczości: proste techniczne beaty kojarzą się z modnym u naszych wschodnich sąsiadów hardcore techno i jego wszelakimi pochodnymi, do tego same teksty często nawiązują do Rosji, a nawet akcent wokalistów śpiewających po angielsku jest mocno "słowiański" na tyle, że zdaje się to być zamierzonym zabiegiem.
Warto zwrócić uwagę na charakterystykę tekstów, bo w takim gatunku jest rzeczą mocno niecodzienną, aby liryki niosły ze sobą coś więcej niż rytmiczność. Teksty na Funeral Rave nie tylko są mocno szydercze, nierzadko wulgarne (tytuły Big Dick i Fucking Asshole raczej nie nadają się do publicznej audycji w mediach), ale również niosą ze sobą bunt, rozczarowanie porządkiem świata i nutkę nihilizmu (nie ukrywam, że melodyjne śpiewanie "wszyscy zginiemy" w rytm skocznej, tanecznej melodii może zrobić sieczkę w głowie). Innym bardzo interesującym przykładem jest Kind Inside, Hard Outside, będący swoistym manifestem przeciwko wojnie i przemocy napędzanej przez elity (przy czym obowiązkowo trzeba zobaczyć bardzo wyrazisty teledysk nakręcony do tego kawałka). To bez jeden z aspektów wyróżniających Little Big na scenie.
Warstwa techniczna to kolejny plus dla ekipy z Petersburga. Proste beaty z bardzo mocno zarysowaną linią perkusyjną bardzo szybko wpadają w ucho i są niebywale chwytliwe. Właściwie już po jednym, dwóch odsłucham pamiętałem jak "leciał" każdy z jedenastu utworów, a nie należę do kosmitów zapamiętujących liczbę pi do 4000 pozycji w 5 minut. Muzyka gryząc się czasami z "pogrzebową" warstwą tekstową jest bardzo przyjemna, żwawa i dynamiczna, a do tego dobrze zmiksowana.
Podsumowując, 2015 rok w wykonaniu z sympatyczną ekipą z Petersburga z dużym przytupem. Chaos, żywość i zamieszanie jakie dzieje się na nowym albumie porównywalny jest do podpalonych fajerwerków, które się przewracają i eksplodują na ziemi powodując natychmiastowe wytrzeźwienie pobliskich świętujących Nowy Rok. Funeral Rave jest bardzo żywym, tanecznym wydaniem, którzy przyjmą ciepło nie tylko fani nietypowych zespołów, a Little Big zasługuje na taki sam rozgłos i sukces, jaki osiągnęli prekursorzy rave rapu z południa Afryki, czego im życzę, oby już w 2016 roku!
8,5/10
col. Radke

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz