środa, 13 stycznia 2016

Recenzja: Little Big - Funeral Rave (2015)

Rok 2015 w Rosji zakończył się muzycznymi fajerwerkami. Za pirotechnikę ma w tym wypadku odpowiadać młody zespół okrzyknięty już europejską/rosyjską odpowiedzią na Die Antwoord. Fani bardzo osobliwego projektu Little Big nie mogli sobie wyobrazić na święta lepszego prezentu, niż nowy album grupy, której muzykę gatunkowo można zaliczyć jako mieszankę rave i hip-hopu.










Właściwie to recenzję nowego albumu Little Big należy poprzedzić małym wprowadzeniem i opisem, co czyni ten projekt tak wyjątkowym, specyficznym i kontrowersyjnym, jednakże myślę że słowa o wiele lepiej zastąpi tu chociażby ten klip (ponoć już zdobył rekordową dla rave'u ilość wyświetleń na YouTube):



Wracając do najnowszego wydawnictwa, dostajemy 11 bardzo dynamicznych utworów. Mimo iż Funeral Rave mocno opiera się na gatunku muzycznym zawartym w tytule, to album jest bardzo różnorodny. Jest i miejsce na bardziej czysty rap (Brighton Beach), rave rap z featuringiem (Give Me Your Money i w roli gościa estoński raper Tommy Cash), czy też nawiązanie do folkloru (cover tradycyjnej radzieckiej piosenki Polyushko-Polye). Utwór Big Dick swoją bezpruderyjną otoczką mocno czerpie z Die Antwoord i w tym miejscu na chwilę zatrzymam się na temacie porównań do legendarnego zespołu z RPA, na które Little Big jest niemal skazane. Moim zdaniem uczeń ma dużą szansę przerosnąć mistrza, ponieważ Rosjanie niosą ze sobą mnóstwo energii i specyficznego humoru, a ponadto ich twórczość niesie też ze sobą przesłanie. Muzyka jest nieco cięższa, ponieważ często więcej tu rave'u niż rapu, natomiast poziom tekstów i nagromadzenie chaosu i dziwactw jest nawet lepsze niż w Die Antwoord. Little Big wnosi sporo rodzimych klimatów do swojej twórczości: proste techniczne beaty kojarzą się z modnym u naszych wschodnich sąsiadów hardcore techno i jego wszelakimi pochodnymi, do tego same teksty często nawiązują do Rosji, a nawet akcent wokalistów śpiewających po angielsku jest mocno "słowiański" na tyle, że zdaje się to być zamierzonym zabiegiem.

Warto zwrócić uwagę na charakterystykę tekstów, bo w takim gatunku jest rzeczą mocno niecodzienną, aby liryki niosły ze sobą coś więcej niż rytmiczność. Teksty na Funeral Rave nie tylko są mocno szydercze, nierzadko wulgarne (tytuły Big Dick i Fucking Asshole raczej nie nadają się do publicznej audycji w mediach), ale również niosą ze sobą bunt, rozczarowanie porządkiem świata i nutkę nihilizmu (nie ukrywam, że melodyjne śpiewanie "wszyscy zginiemy" w rytm skocznej, tanecznej melodii może zrobić sieczkę w głowie). Innym bardzo interesującym przykładem jest Kind Inside, Hard Outside, będący swoistym manifestem przeciwko wojnie i przemocy napędzanej przez elity (przy czym obowiązkowo trzeba zobaczyć bardzo wyrazisty teledysk nakręcony do tego kawałka). To bez jeden z aspektów wyróżniających Little Big na scenie.

Warstwa techniczna to kolejny plus dla ekipy z Petersburga. Proste beaty z bardzo mocno zarysowaną linią perkusyjną bardzo szybko wpadają w ucho i są niebywale chwytliwe. Właściwie już po jednym, dwóch odsłucham pamiętałem jak "leciał" każdy z jedenastu utworów, a nie należę do kosmitów zapamiętujących liczbę pi do 4000 pozycji w 5 minut. Muzyka gryząc się czasami z "pogrzebową" warstwą tekstową jest bardzo przyjemna, żwawa i dynamiczna, a do tego dobrze zmiksowana.

Podsumowując, 2015 rok w wykonaniu z sympatyczną ekipą z Petersburga z dużym przytupem. Chaos, żywość i zamieszanie jakie dzieje się na nowym albumie porównywalny jest do podpalonych fajerwerków, które się przewracają i eksplodują na ziemi powodując natychmiastowe wytrzeźwienie pobliskich świętujących Nowy Rok. Funeral Rave jest bardzo żywym, tanecznym wydaniem, którzy przyjmą ciepło nie tylko fani nietypowych zespołów, a Little Big zasługuje na taki sam rozgłos i sukces, jaki osiągnęli prekursorzy rave rapu z południa Afryki, czego im życzę, oby już w 2016 roku!


8,5/10

col. Radke

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz